RSS
niedziela, 31 października 2010
Czy "mówią: jest niepotrzebna"?

Kiedy tradycyjnie kwiecisty maj zaburzyła fala wody, przepływająca przez Polskę z południa na północ, podróżni linii 119 i 129, sunący przez ulicę Osobowicką ku ulicy Broniewskiego mieli głowy zwrócone w prawo. Z niepokojem miarkowali siłę sprawczą matki natury i ich bezsilność wobec niej. Milczeli. Tylko niektórzy silili się na jakieś pojedyncze spostrzeżenia: Jezu, ale wody, ktoś inny odpowiedział: Noo, Chryste Panie. Heroiczny bój o utrzymanie wałów w tej części Wrocławia zakończył się powodzeniem.

W tym tygodniu podróżni linii 119 i 129, sunący przez ulicę Osobowicką ku Mostowi Milenijnemu także mieli głowy zwrócone w prawo. Tym razem nie interesowała ich jednak październikowa, nudna Odra, która tylko momentami wyłania się zza wału przeciwpowodziowego. Byli niemymi obserwatorami cmentarnej krzątaniny innych ludzi między jedną granitową płytą a drugą, między kamiennymi posągami, między iglastymi drzewkami i krzewami.  Niektórzy z pasażerów wieźli ze sobą zmiotki, szare szmatki, jeden sędziwy pan miał wodę w butelce po coca-coli, a w kieszeni nowy wkład do znicza.

Jechała z nami także pani, która nie patrzyła tak jak inni w prawo. I to nie dlatego, że interesował ją bardziej widok powolnej Odry. Siedziała po prostu tyłem do przedniej szyby autobusu i dzięki temu mogliśmy swobodnie przyjrzeć się jej twarzy.

Była to twarz zmęczona, posępna. Czas wyrzeźbił na jej obliczu wiele bruzd i zmarszczek. Przypominała trochę kobietę z obrazu Lato włoskiego malarza Giuseppe Arcimboldo. Trochę, bo brakowało jej letniego uśmiechu i spojrzenia. Patrzyła tak, jak płynęła Odra - smutno i nudnie. Nie miała ze sobą żadnych szmatek i ścierek, chyba że ukryła je pod okrywającym jej ciało od szyi po kostki czarnym płaszczem.

Jadąc i przyglądając się temu mizernemu widokowi, zastanawiałem się jakie życie wiedzie moja współpasażerka. Jakie osoby spotkała na swojej drodze, czy uciekała przed Niemcami, czy przed Rosjanami, a może przed jednymi i drugimi? Czy zdążyła już pochować swojego towarzysza życia? A może w ogóle go nie miała? Mimochodem do pamięci uderzyły mi słowa z jednej z piosenek T. Love: A przecież kiedyś była piękna/ I tak mocno kochała i dalej: Listonosz i cała klatka, mówią: jest bardzo biedna/ Niektórzy się uśmiechają, mówią: jest niepotrzebna.

Pytanie tylko jak obraz sąsiadki Muńka ma się do mojej znajomej z linii 119?

 

piotrek

sobota, 11 września 2010
Jak ona mogła?

Ale nas nasza znajoma zareklamowała. Ho, ho. Też mi. Wiesz co, jak ma nas tak traktować, to niech sobie daruje. Jak można napisać, że piszemy „prawie” o wszystkim. Przeca my o wszystkim pisać zwyklim! A to, że nam ostatnio nie wychodzi? Phi, błahostka.

Pueblo, z tego co żeś nabazgrał to ostro wariowałeś tego lata. Świnoujście, Szczecin, Police, gładź szpachlowa, gdzie tu nuda? No i jeszcze ta nauka (dzielę z Tobą to brzemię, bracie). A i z Policami też akurat styczność miałem. Ale tymi z Anglii, gdzie Police to suma trzech osób: Copeland, Summers, Sting. Książkę o nich czytałem i muzyki słuchałem.

Ten ostatni, znaczy Sting, do Polski przyjeżdża. A zamieszania ile narobił! Sobie w Poznaniu – gdzie będzie koncertować – wymyślili, że trawkę na stadionie wymienią dopiero przed jego występem. A tam przecież od połowy lipca nasi mistrzowie w kopanej, starają się bramki strzelać. I gdzie to musieli czynić? Nie dość, że na placu budowy (wszak stadion w powijakach), to na kartoflisku jak niedaleko szukać - u nas, na osirze. Jeden jak wślizg zrobił, to tak sobie nogę rozharatał, że do tej pory na boisko nie wybiegł. Szkoda słów, panie.

W ogóle te wakacje to jakieś totalne piłkarskie nieporozumienie. Dasz wiarę, że dwa razy było mi dane skórzaną kopać? Do tego raz zupełnie przypadkowo, ale za to przy sztucznym świetle (lans, co?), dopiero drugie podejście zaplanowałem. Nawet Ciebie, Pawle ani razu na piłkę nie ciągnąłem. I nie miałeś okazji do swoich klasycznych wykrętów, że daleko, że nie masz czasu (no tak, gładź, Police, Policzanki), że cię ucho boli, a w ogóle, że masz w dupie piłkę, bo VAT podnoszą, dziady jedne.

Ha! I niech mi teraz jakaś nasza znajoma napisze, że my „prawie” o wszystkim piszemy. W czytanym tekście wystąpili: Wątek Kulturalny, Polityczny, Gospodarczy, Społeczny, Naukowy i – co najważniejsze – Pan Wątek Sportowy. Kogo zabrakło? Chyba tylko Wątku Pogodowego.

Gościem specjalnym tego wpisu jest Tomasz Zubilewicz, którego książkę przeglądałem tego lata na Pawłowym tarasie.

 

piotrek

wtorek, 31 sierpnia 2010
wakacyjne oznaki wegetacji

"http://szapoba.blox.pl/html - blog moich kolegów którzy w niebanalny sposób piszą o prawie wszystkim... " ten opis znalazł się, z przyczyn dla mnie niewyjaśnionych, na blogu mojej koleżanki,  który z racji tego, że jest, z grubsza biorąc, o kobiecej modzie, odwiedzam nieszczególnie często i to praktycznie wyłącznie dla seksownych zdjęć autorki. Po takim opisie nie tylko dotarło do mnie, że gdzieś tam jest mój (nasz) zaniedbany, obrośnięty chwastami blog, ale także, że warto by na nim sasadzić choćby fiołki, aby widać było przynajmniej oznaki życia.
Niezbyt fascynującego, przyznaję uczciwie, ale życia.

Sam fakt tego, że od prawie 4 miesięcy nie napisałem niczego dłuższego niż 140 znaków (nieprzypadkowo), sugerować może, że albo kompletnie zapomniałem o tym, że współprowadzę bloga albo że go niekompletnie porzuciłem. I...w obu stwierdzeniach jest troche racji.

Do tego dodam, że to trochę dziwne, że mając bezrobotne (ku mojemu niezadowoleniu) wakacje, nie porwałem się na napisanie żadnej normalnej notki. Mogłem wszak napisać o: Świnoujściu, do którego nie da się normalnie dojechać, o jego ciepłej plaży, którą zamknięto z powodu zatrucia bałtyckiej wody zaraz po moim wyjeździe i dodać, że to absolutnie nie moja wina; o tym, że Szczecin to piękne, acz źle zarządzane miasto, a Policzanki to przemiłe dziewczyny. Także o tym, że kładzenie gładzi szpachlowej to nie jest taka prosta sprawa, zwłaszcza jak ma się delikatne dłonie, i że rządzą nami złodzieje, do tego kłamcy kurwa jego mać, i oczywiście o tym, że bardzo polecam wzmożoną naukę w roku akademickim, bo kampania wrześniowa to naprawdę nic fajnego.
Mogłem o tym napisać i w zasadzie napisałem.

pawel

piątek, 21 maja 2010
Zapach rzepaku

Pociąg relacji Wrocław Główny - Wałbrzych. Wagon niezbyt nowoczesny, z siedzeniami podobnymi do tych, stosowanych w autobusach komunikacji miejskiej w latach 90. Skórzano-podobne coś. Kolor bordowy, podchodzący czarnym. Siedzę tyłem. Naprzeciwko mnie dziewczyna, może trzy lata starsza. Włosy do ramion, lekko kręcone. Czyta książkę. Jak się później okazało – wysiądzie tam gdzie ja. Obok kolejna dziewczyna. Wiekowo zbliżona do pierwszej. Czyta i słucha muzyki. Też wysiądzie na tej samej stacji. Ale włosy ma wyprostowane.

Przy kontroli biletów konduktor zagaduje do drugiej. Co taka smutna? - pyta starszy, siwy jegomość. Ona wzrusza ramionami. Przez chwilę zastanawiam się, dlaczego to do niej się zwrócił. Miała jakiś inny bilet. Okresowy chyba. Może już ją kojarzy? - myślę. Pewnie miałem rację. Ani nie wyglądali na rodzinę, ani facet nie przypominał miłego typeczka, którego martwiłby widok przygnębionej dwudziestokilkuletniej studentki.

Ja też czytam. Nie książkę, niestety. Przewracam kartki z zapisanymi myślami i koncepcjami prawno-politycznymi panów, żyjących od kilkudziesięciu do kilku stuleci przede mną. Szału nie na. Ale mam za to fajnego markera (fajny marker może?). Trójkątny. No, może nie do końca, bo zamiast wierzchołków, ma półokrągłe zakończenia. To zatyczki. Skoro trójkątny, to i trójkolorowy: żółto-zielono-różowy. Żółty i zielony, straciły moc sprawczą już jakiś czas temu, więc smaruję tylko różowym. Ale o tym wiem tylko ja (i Ty, teraz).

Okno mamy lekko otwarte. (To ja je otwierałem. Najpierw męczył się z nim jakiś licealista, ale nie opuścił go o centymetr. Nie żebym się chwalił, ale spuściłem je na sam dół. Jak się później okazało niepotrzebnie, bo usiłowała je przymknąć dziewczyna siedząca naprzeciw. Usiłowała to słowo klucz. Nie podniosła go o centymetr. Nie żebym się chwalił, ale – nawet nie ruszając tyłka z bordowego fotela – przymknąłem je wystarczająco mocno, aby móc napisać o oknie, że jest lekko otwarte). Gdzieś między Imbramowicami, a Żarowem wpada przez nie intensywny zapach.

Jak ja tego zapachu nienawidziłem! Jego złote czasy zaczęły się trzy lata temu, kiedy rząd przyznał rolnikom dopłaty do każdego hektara rzepaku. Wtedy się zaczęło! Od maja rzepakowy zapach unosił się w okolicach każdego pola, które pieszo, rowerem, bądź samochodem mijałem. Nic przyjemnego. Widok był tylko znośny. O, choćby jak tutaj.

Dzisiaj, kilka kilometrów przed Żarowem, rzepak znów poruszył moje sensory, odpowiadające za węch. Tylko efekt był zgoła odmienny, niż zwykle. Może nie tak jak zapach ciepłego obiadu po długim dniu w szkole, ale rzepak i emitowaną przez niego woń, odebrałem co najmniej pozytywnie.

Kurwa, pachniał zajebiście.

 

piotrek

niedziela, 16 maja 2010
mniejsze zło

Nie zasługuje pan na bycie głową tego państwa, panie Marszałku. A dramat zaistniałej sytuacji polega nie tylko na tym, że pomimo pańskich słabości wygra pan te wybory, ale także na tym, że pomimo głębokiej niechęci jaką do pana żywię , będę zmuszony zagłosować na pana w II turze.
Nie chodzi tu o pańską znajomość języków obcych, urodę pańskiej żony, pańską charyzmę, kulturę osobistą, czy wykształcenie, bo choć uważam to za sprawy niezwykle ważne, to nie one odgrywają tu najważniejszą rolę. To co mnie w panu najbardziej irytuje to pańska bezczelność z jaką odnosi się pan do wyborców. Pańscy wierni zwolennicy (wierni bardziej Platformie niż panu, spójrzmy prawdzie w oczy) oczywiście byliby wielce oburzeni takim ujęciem i stwierdziliby, że pan po prostu nie chce tracić swojego czasu na rozmowę z planktonem politycznym, ale ja pańskie unikanie debat widzę zupełnie inaczej.
Chce pan debatować tylko z Jarosławem Kaczyńskim. Co prawda Jarosław Kaczyński także chce debatować tylko z panem, ale to  mnie akurat mało obchodzi, bo po tym człowieku po prostu nie można spodziewać się żadnej przyzwoitości. Pan natomiast jest kandydatem partii, która już samą nazwę gloryfikuje obywatelskość i demokrację. A po ideowych demokratach trzeba spodziewać się uczciwego podejścia do obywateli, niezależnie od tego czy w przeszłości ich zawiedli czy nie. Innymi słowy: zasranym obowiązkiem każdego kandydata na jakikolwiek urząd, od radnego gminy począwszy, a na głowie niespełna 40-milionowego kraju skończywszy, jest pokazać swój program wyborczy! Pan zamiast tego, na zadane na facebooku pytanie o merytoryczny program wyborczy (a nie tępe frazesy), ma czelność odpowiedzieć: pokażę ale pod pewnym warunkiem. Panu się, przepraszam, coś nie pomyliło? W demokracji to wyborca stawia warunki kandydatowi, a nie odwrotnie, tak to powinno wyglądać. A fakt, że olał pan ciepłym moczem zapewnienie nadawcy owego pytania, że postawiony przez pana warunek spełni, i programu do tej pory pan nie pokazał pozostawię bez komentarza. Bo nie pokazał go pan nawet w takiej wersji, w jakiej zrobił to choćby Andrzej Olechowski publikując swój "Kontrakt dla Polski".
W praktyce to oznacza, że jeśli wygra pan te wybory (a zakładam, że tak się stanie) to za 5 lat nie będziemy mieli z czego pana rozliczać, bo niczego pan nam nie obiecuje. To wręcz patologiczna sytuacja.
A debaty? Być może sądzi pan, że poważna dyskusja o przyszłości Polski z kandydatami poniżej 20% poparcia obrazi pański majestat i dlatego nigdy nie dostaniemy szansy porównania pańskiej wizji prezydentury z innymi, ale śmiem sądzić, że powody dla których nie chce pan uczciwej debaty ze wszystkimi kandydatami są zupełnie inne. Pan po prostu w debacie z innymi kandydatami niż Jarosław Kaczyński wyszedłby cholernie słabo. Bo co takiego pan fajnego posiada, poza tym, że nie jest pan Jarosławem Kaczyńskim i otrzymał pan nominację odpowiedniej partii? Doświadczenie? Ładne, akowskie nazwisko? Czy może kryminalną przeszłość w PRL? Bo na tym się, de facto, kończą pańskie atuty. Nie chce się pan kompromitować panie marszałku, to zrozumiałe. Ale pańskie zachowanie jest jednocześnie ostentacyjnym machaniem fakasami w stronę społeczeństwa obywatelskiego i dawaniem nam do zrozumienia: "Obywatele! Nazywam się Bronisław Komorowski i mam was w dupie."
Nie czuję się z tym dobrze.
I proszę mieć świadomość, że jedynym powodem dla którego postawię krzyżyk przy pańskim nazwisku jest strach przed IV RP.

 

ps. przepraszam za formę i temat, ale moja irytacja sięgnęła zenitu i musiałem coś wreszcie powiedzieć.

pawel

 
1 , 2 , 3 , 4