Blog > Komentarze do wpisu
Zapach rzepaku

Pociąg relacji Wrocław Główny - Wałbrzych. Wagon niezbyt nowoczesny, z siedzeniami podobnymi do tych, stosowanych w autobusach komunikacji miejskiej w latach 90. Skórzano-podobne coś. Kolor bordowy, podchodzący czarnym. Siedzę tyłem. Naprzeciwko mnie dziewczyna, może trzy lata starsza. Włosy do ramion, lekko kręcone. Czyta książkę. Jak się później okazało – wysiądzie tam gdzie ja. Obok kolejna dziewczyna. Wiekowo zbliżona do pierwszej. Czyta i słucha muzyki. Też wysiądzie na tej samej stacji. Ale włosy ma wyprostowane.

Przy kontroli biletów konduktor zagaduje do drugiej. Co taka smutna? - pyta starszy, siwy jegomość. Ona wzrusza ramionami. Przez chwilę zastanawiam się, dlaczego to do niej się zwrócił. Miała jakiś inny bilet. Okresowy chyba. Może już ją kojarzy? - myślę. Pewnie miałem rację. Ani nie wyglądali na rodzinę, ani facet nie przypominał miłego typeczka, którego martwiłby widok przygnębionej dwudziestokilkuletniej studentki.

Ja też czytam. Nie książkę, niestety. Przewracam kartki z zapisanymi myślami i koncepcjami prawno-politycznymi panów, żyjących od kilkudziesięciu do kilku stuleci przede mną. Szału nie na. Ale mam za to fajnego markera (fajny marker może?). Trójkątny. No, może nie do końca, bo zamiast wierzchołków, ma półokrągłe zakończenia. To zatyczki. Skoro trójkątny, to i trójkolorowy: żółto-zielono-różowy. Żółty i zielony, straciły moc sprawczą już jakiś czas temu, więc smaruję tylko różowym. Ale o tym wiem tylko ja (i Ty, teraz).

Okno mamy lekko otwarte. (To ja je otwierałem. Najpierw męczył się z nim jakiś licealista, ale nie opuścił go o centymetr. Nie żebym się chwalił, ale spuściłem je na sam dół. Jak się później okazało niepotrzebnie, bo usiłowała je przymknąć dziewczyna siedząca naprzeciw. Usiłowała to słowo klucz. Nie podniosła go o centymetr. Nie żebym się chwalił, ale – nawet nie ruszając tyłka z bordowego fotela – przymknąłem je wystarczająco mocno, aby móc napisać o oknie, że jest lekko otwarte). Gdzieś między Imbramowicami, a Żarowem wpada przez nie intensywny zapach.

Jak ja tego zapachu nienawidziłem! Jego złote czasy zaczęły się trzy lata temu, kiedy rząd przyznał rolnikom dopłaty do każdego hektara rzepaku. Wtedy się zaczęło! Od maja rzepakowy zapach unosił się w okolicach każdego pola, które pieszo, rowerem, bądź samochodem mijałem. Nic przyjemnego. Widok był tylko znośny. O, choćby jak tutaj.

Dzisiaj, kilka kilometrów przed Żarowem, rzepak znów poruszył moje sensory, odpowiadające za węch. Tylko efekt był zgoła odmienny, niż zwykle. Może nie tak jak zapach ciepłego obiadu po długim dniu w szkole, ale rzepak i emitowaną przez niego woń, odebrałem co najmniej pozytywnie.

Kurwa, pachniał zajebiście.

 

piotrek

piątek, 21 maja 2010, pppb

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/06/06 20:24:43
kolejny blog w którym przeczytałam o wrocławiu i zapachu rzepaku podczas jazdy pociągiem, zadziwiające, zbieg okolicznośći?
chociaż tam była mowa chyba o podróży w innym kierunku